RSS
piątek, 25 września 2009

Tak sobie pomyślałam, że napiszę Wam parę słów o tym, co dla zwykłego prawnika jest oczywistością, ale dla kogoś, kto dopiero zaczyna zajmować się swoim rozwodem wcale nie musi. Dla mnie to również była nowość.

Kiedy chodzi o sprawy majątkowe, to dwa pojęcia są często mylone. Rozdzielność majątkowa, czyli fakt, iż najpóźniej od chwili uprawomocnienia się rozwodu byli małżonkowie nie mają już wspólności majątkowej, versus podział majątku, czyli czynność polegająca na podzieleniu tego, co dotychczas było wspólne.

Podpisanie rozdzielności majątkowej i dokonanie podziału majątku nie muszą następować równocześnie. Często się zdarza jednak, że małżonkowie chcą dokonać obu czynności w trakcie rozprawy rozwodowej, gdyż podział majątku jest wtedy tańszy niż taki wykonany notarialnie. Ale wcale nie ma takiego obowiązku. Rozdzielność można natomiast podpisać od razu po rozstaniu, wystarczy do tego wizyta u notariusza.

A zatem, żeby przestać wzajemnie odpowiadać za zaciągane zobowiązania i kupowane dobra, wystarczy podpisać rozdzielność. Dokument ten obowiązuje od dnia podpisania, czyli wcześniejsze zobowiązania i dobra są nadal wspólne.

Natomiast podziału majątku można dokonać na oddzielnej sprawie sądowej albo u notariusza w wiele lat po rozwodzie. Wtedy też można podzielić posiadane dobra (np. mieszkania, samochody) jak i pasywa (kredyty, długi).

Warto mieć świadomość różnicy między tymi czynnościami, gdyż bardzo często jest tak, że współmałżonek, w perspektywie zakładania nowej firmy bądź wchodzenia w nowe interesy, naciska na podpisanie rozdzielności majątkowej jak najszybciej, natomiast nie chce ustąpić w kwestiach spornych dotyczących podziału majątku. Dla niego rozdzielność staje się uwolnieniem od kłopotu, a "stary" wspólny majątek nie przeszkadza w zdobywaniu nowego. Zbyt wczesne podpisanie rozdzielności majątkowej może więc powodować, że współmałżonek nie będzie już miał motywacji do zajęcia się podziałem majątku.

Niejednokrotnie sugerowałam, żeby uzależnić podpisanie rozdzielności od dokonania sprawiedliwego podziału majątku. To daje mocny argument do ręki tej stronie, której nie zależy na szybkiej rozdzielności.

 

14:41, nazakrecie.com
Link Komentarze (9) »

Moje ostatnie doświadczenie pokazuje, że im dłużej udaje się utrzymać konflikt związany z rozwodem i rozstaniem poza salą sądową, tym koszty są mniejsze. I mówiąc o kosztach mam na myśli nie tylko finanse, ale również koszty emocjonalne, a w szczególności koszty dziecka, które wszak jest odbiorcą - choćby podskórnym - wszystkich najtrudniejszych emocji między rozwodzącymi się rodzicami.

Dlatego coraz częściej proponuję, aby zacząć od mediacji. Mediacje nie służą naprawie związku, a mediator nie rozsądzi dwóch skonfliktowanych ze sobą osób. Ale jest to moment, w czasie którego można spokojnie porozmawiać o tym, co jest najtrudniejsze i wyrazić swoje opinie. Sama przeszłam przez serię mediacji ze swoim byłym mężem (oczywiście wówczas byliśmy jeszcze małżeństwem), i choć ten proces nie doprowadził do podpisania porozumienia, to niewątpliwie przyczynił się do rozwiązania kilku problemów.

Mediacje rodzinne są sposobem na bezpieczną rozmowę ze swoim prawie byłym małżonkiem. Słowo "bezpieczne" wydaje mi się tutaj kluczowe. Kiedy wchodziłam do pomieszczenia, w którym odbywały się nasze spotkania mediacyjne, miałam poczucie, że nareszcie będę mogła wyrazić swoje rzeczywiste poglądy i nikt mi w tym czasie nie będzie ani przerywał, ani mnie nie będzie ośmieszał. To było niezwykle ważne i pozwoliło mi nabrać siły i dystansu.

Mediacje pozwalają też na zajęcie się sprawami, które wydają się na danym etapie nieistotne (jak np. podjęcie decyzji, kto w przyszłości będzie decydował o wysokości kieszonkowego), ale z biegiem czasu mogą stanowić języczek u wagi przyszłych dobrych bądź przynajmniej poprawnych kontaktów między rodzicami. Atmosfera porozumienia, która powstaje w czasie dobrze poprowadzonych mediacji jest niezwykłym momentem, z którego warto skorzystać, żeby ustalić jak najwięcej szczegółów. Z własnego doświadczenia wiem, że takich momentów jest między byłymi małżonkami bardzo niewiele, nawet kilka lat po rozwodzie.

Polecam w szczególności mediatorów zgromadzonych wokół Stowarzyszenia Mediatorów Rodzinnych (http://www.smr.org.pl/) ale także firmę Mediatorzy.pl (http://www.mediatorzy.pl/), w której pracuje wielu doświadczonych i kompetentnych mediatorów.

Na ich stronach możecie również przeczytać, jak wygląda przebieg mediacji, jakie są ich efekty i ile kosztują.

14:21, nazakrecie.com
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 marca 2009

http://www.guardian.co.uk/money/2009/mar/15/divorce-exhibition-francine-kaye-brighton

W Wielkiej Brytanii zorganizowali imprezę (targi?) dla rozwodników, na której w jednym miejscu można załatwić wiele spraw związanych z rozwodem. Czymś podobnym są nasze rodzime Targi Rozwodowe (miesiąc temu były w Warszawie), choć na pewno skala przedsięwzięcia jest mniejsza. 

U nas za 30 zł (tyle kosztował wstęp) można było porozmawiać z prawnikiem, dowiedzieć się o "rozwodach" kościelnych, zamówić usługę detektywistyczną, umówić się z mediatorem oraz dowiedzieć się o badaniach DNA. Zwiedzających było podobno ok. 100 osób. I tak sporo jak na kompletnie nierozreklamowane przedsięwzięcie. 

Liczba rozwodów będzie wzrastać. Nie uważam, żeby to był przyjemny rynek, ale na pewno osoby przechodzące przez rozwód potrzebują wsparcia, więc nie należy się dziwić, że usługi okołorozwodowe się rozwijają. 

 

 

 

19:05, nazakrecie.com
Link Komentarze (3) »
niedziela, 08 marca 2009

Podjęcie decyzji o rozstaniu nie zawsze jest ostateczne.

To są decyzje, które podejmuje się długo, i niejednokrotnie się zmienia zdanie po drodze. Ileż to znam ludzi, nienawidzących swoich współmałżonków, którzy jednak jeszcze nie raz nie dwa uprawiają z nimi seks po rozstaniu. Bliskość fizyczna staje się narkotykiem, a czasami przyczyną ponownego zejścia. Póxniejszy proces ponownego rozstawania jest jeszcze trudniejszy.

Ale ktoś kiedyś słusznie powiedział, że z rozwodem jest jak z rzucaniem palenia - nie każdy potrafi to zrobić za pierwszym razem. 

I potem to poczucie wstydu i poczucie winy, że tak już miało nie być, że przecież nie będzie nami rządziła fizjologia. A jednak - pamięć ciała trwa czasem bardzo długo. Ramiona układają się do przytulenia, a głowa odnajduje swoje miejsce w zgłębieniu pod szyją. Jedna noc przecież niczego nie zmieni. Tylko jak o tym powiedzieć przyjaciółce, która nienawidzi naszego współmałżonka conajmniej tak bardzo jak ja. Ona tego nie zrozumie. Świat tego nie zrozumie. 

Decyzja o rozstaniu jest długotrwała i nie zawsze ostateczna. Ale każde ponowne zejście sprawia jeszcze większy ból osobie porzucanej. Daje nadzieję, że to jeszcze nie jest koniec. 

Dla osób odchodzących mam radę - nie przytulajcie swojego współmałżonka, żeby mu ułatwić rozstanie. Odchodzicie od niego, sprawiacie mu ból i warto się przyzwyczaić, że to jest dopiero pierwszy etap bólu. Będzie tego więcej. Nie przytulajcie na pożegnanie. I nie kupujcie prezentów na do widzenia. To są często niepotrzebne i upokarzające gesty, które się wspomina później z zażenowaniem. 

Klasę ma ten, kto potrafi odejść raz a dobrze.

 

 

16:09, nazakrecie.com
Link Komentarze (6) »
wtorek, 03 marca 2009

Znalazłam ciekawe zestawienie rozmaitych badań amerykańskich na temat nieobecności ojca w rodzinie.

Trzeba będzie się temu przyjrzeć z bliska, ale niektóre z tych danych są szokujące. Moja dusza naukowca od razu zadaje pytanie o to, jaką metodologią było robione badanie oraz czy na pewno wyniki są rzetelne. Ale właściwie to chyba tylko dlatego, że nie chcę uwierzyć w te wyniki. A jeśli one są prawdziwe? 

"85% młodzieży siedzącej w więzieniach dorastało w rodzinach, w których nie było ojca
-- Hrabstwo Fulton Populacje więzienne Georgia & Teksański Departament Wychowania, 1992"

"Badacze w  Michigan określili, że "49 procent wszelkich przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich jest popełniane przez samotne matki."
Źródło: Joan Ditson i Sharon Shay, "Badanie Wykorzystywania Nieletnich Lansing, Michigan", Wykorzystywanie Nieletnich i Zaniedbanie, 8 (1984)."

""Osiemdziesiąt procent młodzieży znajdującej się w szpitalach psychiatrycznych pochodzi z rozbitych rodzin."
Źródło: J.B. Elshtain, "Sprawy rodzinne... ", Christian Century, Lipiec 1993. "

 

Trzeba by poszukać odpowiedników polskich. 

 

11:05, nazakrecie.com
Link Komentarze (4) »

http://www.wstroneojca.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1097&Itemid=1

"Zapraszamy na porady prawne i grupę wsparcia w Katowicach. Porady i zajęcia odbywają się co tydzień w czwartki ul. Morcinka 19 w Zespole Poradnictwa Specjalistycznego dla Rodzin w godz 17 do 20.Na porady prawne obowiązują wcześniejsze zapisy telefoniczne pod numerem 696901462. Grupę wsparcia prowadzi doświadczony terapeuta z wieloletnim stażem w terapii rodzin. Zajęcia są bezpłatne. Zapraszamy."

http://www.wstroneojca.pl/index.php?option=com_content&task=section&id=13&Itemid=131

"Zapraszamy na spotkania Grupy Wsparcia dla mężczyzn przeżywających problemy rodzinne.
W Warszawie spotkania odbywają się w środy w godzinach 18-20 w biurze Fundacji Akcja na ul. Astronomów 3 (róg Ciołka) pok. 409 (Wola).W Krakowie spotkania odbywają się w czwartki w godzinach 18-20 w Miejski Ośrodku Wspierania Inicjatyw Społecznych Nowa Huta Osiedle Centrum C10 pok.102. W Katowicach spotkania odbywają się w czwartki w godzinach 17-19 w Zespole Poradnictwa Specjalistycznego dla Rodzin ul Morcinka 19 a"

 

 

Takie inicjatywy należy chwalić i popierać. Czy ktoś coś wie o podobnych grupach w innych miastach? 

10:50, nazakrecie.com
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 02 marca 2009

Rozwodnicy mają czasem wrażenie, że ich nowy stan cywilny jest swego rodzaju stygmatem. Że naznacza ich i powoduje, że sami stają się tematem plotek, a także że w jakiś sposób wypadają z obiegu. 

Myślę, że jest to prawda zwłaszcza w małych społecznościach. Rozwód wprowadza zamieszanie, gdyż bardzo trudno jest nie ustawić się po jednej bądź po drugiej stronie. Znajomi się dzielą. Wśród moich znajomych może ze dwie osoby nadal się przyjaźnią i ze mną i z byłym mężem, a i to było okupione pewnym okresem karencji. 

Ja jednak wolę patrzeć na ten stygmat w inny sposób. W moim przekonaniu ludzie po rozwodzie miewają więcej pokory w stosunku do życia - już odczuli, że nie zawsze wszystko się udaje. Dużo łatwiej mi się rozmawia o problemach mojej codzienności z kimś, kto przeszedł przez ten sam proces. Nic odkrywczego?  W sumie to prawda, przecież właśnie dlatego powstają grupy wsparcia dla ludzi o podobnych doświadczeniach, że takim osobom jest łatwiej zrozumieć się nawzajem. Szkoda, że grup wsparcia dla rozwodzących jest jeszcze tak niewiele.

Rozwód daje nie tylko wspólnotę przeżyć, ale również wspólnotę postaw względem trwałości związków. Ktoś, kto się rozwiódł wie już, że nie każdy związek jest na całe życie. Póki sama tego nie doświadczyłam, rozwód wydawał mi się abstrakcją i egzotyką. Czymś nie tylko niedostępnym, ale też nieistniejącą kategorią życiową. Od kiedy jestem już po drugiej stronie lustra, rozwód stał się w mojej głowie czymś niejako normalnym. Już wiem, że to się po prostu czasem ludziom zdarza. 

Nawet jeśli wolałabym tego nie wiedzieć. 

22:14, nazakrecie.com
Link Komentarze (3) »

http://wiadomosci.onet.pl/1919155,69,1,1,,item.html

"Naukowcy amerykańscy odkryli podczas badań na identycznych bliźniętach, że pomimo genetycznych uwarunkowań czynniki środowiskowe mają wpływ na wygląd i wiek postrzegany przez innych ludzi. Badania wykazały, że osoby, które miały za sobą rozwód, wydawały się starsze od swoich żonatych, samotnych lub owdowiałych bliźniaków średnio o 2 lata."

No cóż. Wcale się temu nie dziwię. I choć teraz, parę lat po rozwodzie ludzie mówią, że odmłodniałam, to bezpośrednio po nim czułam się stara, bardzo stara i kompletnie wyprana z chęci do życia. 

Muszę odnaleźć oryginalną notatkę na temat tych badań, bo sprawa jest jednak ciekawa. I ciekawa jestem, czy to dotyczyło ludzi po rozwodzie "in general" czy tylko tych, co niedawno się rozwiedli. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że to może mieć znaczenie 30 lat po rozwodzie :) 

21:51, nazakrecie.com
Link Komentarze (2) »

W gruncie rzeczy nie powinno to mnie dziwić. A jednak. Hałas, jak się zrobił wokół byłego premiera Marcinkiewicza i jego rozwodu wydaje mi się nadmierny. Ktoś kiedyś powiedział: "ciszej nad tą trumną", bo przecież to jego prywatna sprawa, i prywatne problemy. 

No ale brukowce muszą mieć pożywkę.

A może to ja jestem nienowoczesna i nie rozumiem, że rozwód jest takim samym wydarzeniem życiowym jak narodziny dziecka, ślub i podjęcie nowej pracy i nie ma sensu się zastanawiać, czy wolno o tym pisać - przecież osoba publiczna to osoba publiczna. Wszystko jest na sprzedaż. Wszystko można pokazać i omówić. Obfotografować. Nawet najgłębszą ludzką tragedię. 

Ciekawa jestem, czy decydując się na służbę na rzecz państwa, pan Marcinkiewicz zdawał sobie sprawę, że za parę lat media będą się prześcigały w domysłach, o tym, kiedy zaczął się jego romans z panną Isabel. Czy nie jest to za wysoka cena? 

21:46, nazakrecie.com
Link Komentarze (2) »

każdy rozwód to proces. Przecież decyzji nie podejmuje się w jednej chwili. Czasami rozstanie następuje pod wpływem impulsu, ale do rozwodu dochodzi po wielu miesiącach.

Myślę, że nie ma w tym nic złego, że prawo polskie nie pozwala rozwieść się z dnia na dzień. Oczywiście istnieją pewne absurdalne interpretacje prawa polskiego, które utrudniają ludziom życie, ale nie o tym chcę teraz pisać. 

Mój rozwód trwał dość długo, choć był bez orzekania o winie. Ostatnia sprawa miała miejsce 2,5 roku po rozstaniu. Najtrudniejszy moment to był ten, w którym musiałam odpowiedzieć na pytanie zadane przez sędzię: "Proszę opowiedzieć, dlaczego Państwa małzeństwo się rozpadło".

Miałam kompletną pustkę w głowie, czułam się fatalnie, było mi smutno i chciałam się rozpłakać. Nie dlatego, że wierzyłam, iż małżeństwo da się uratować. Bo wiedziałam już, że chcę tego rozowdu. Ale dlatego, że poczułam, że własnie w tym momencie odbywa się kilkuzdaniowe podsumowanie sześciu lat życia. Jak to zrobić tak, aby nie skłamać? Jak o tym powiedzieć, żeby nie zranić samej siebie? I jak o tym powiedzieć, żeby osiągnąć cel, czyli dostać rozwód?

Moja pełnomocnik mówiła potem, że bała się, że się zaraz rozpłaczę i nic nie powiem. Bardzo długo milczałam. A potem zaczęłam mówić. Prawdę. 

A jaki dla Was był ten najtrudniejszy moment? 

 

21:32, nazakrecie.com
Link Komentarze (2) »

Ostatnio przeczytałam, że w 2007 r. w Polsce zawarto ponad 260 tysięcy małżeństw, natomiast rozwodów było nieco ponad 60 tys. Czyli na każde cztery śluby jest jeden rozwód. Teoretycznie dużo, ale gdzieś indziej doczytałam się, że w Hiszpanii ta proporcja jest zgoła inna - na każde cztery śluby są aż trzy rozwody.

Czy u nas też tak niedługo będzie? 

Obawiam się, że to jest całkiem możliwe. Małzeństwo staje się coraz częsciej tylko etapem życiowym, a nie postawą i decyzją na całe życie. Wprawdzie ślubów kościelnych nie ubywa tak gwałtownie, ale to z pewnością ze względu na oprawę i tradycję. 

Nie chcę oceniać tego w kategoriach religijnych czy też moralnych. Mój światopogląd na ten temat ma drugorzędne znaczenie. Ważne jest to, że liczba rozwodów wzrasta i że ludzie nie zawsze wiedzą, jak przez to przejść z najmniejszym kosztem dla siebie i dla dzieci. Rozwód za często jest tabu. A rozwodników nadal wytyka się palcem, szczególnie w mniejszych społecznościach. 

Myślę, że to się zmieni. 

 

21:17, nazakrecie.com
Link Komentarze (4) »

Rozwód jest zawsze bardzo trudną chwilą. Nawet gdy jest chciany przez obie strony, nawet gdy nie ma dzieci, a podział majątku już nastąpił. Nawet gdy każda ze stron jest już w satysfakcjonującym kolejnym związku.

Rozwód to publiczne przyznanie się do porażki. Publiczne, bo przed sądem. Publiczne, bo ma konsekwencje prawne. Publiczne, bo nieraz angażuje rodzinę, przyjaciół, znajomych. 

Przeszłam przez rozwód.

Dużo się dzięki temu o sobie dowiedziałam. Sporo też nauczyłam się o polskiej procedurze rozwodowej. Coraz częściej znajomi do mnie dzwonią, żebym im doradziła. Spotykam się z różnymi osobami i staram się wesprzeć. Z takich spotkań narodził się pomysł, aby rozwijać tę umiejętność słuchania. Wraz z przyjaciółką stworzyłyśmy firmę, Na zakręcie, która ma zajmować się wspieraniem i doradzaniem ludziom w trakcie rozwodu. Ale wsparcie osobiste i zorganizowanie warsztatów lub wykładów to nie wszystko. Tutaj chciałabym zamieszczać swoje przemyślenia na temat rozwodów, a także informacje przydatne i linki do ciekawych stron. 

Może w ten sposób uda nam się wesprzeć większą liczbę osób? 

 

18:53, nazakrecie.com
Link Komentarze (9) »